Recenzje książki „Hołd dla mroku”
część 1
www.paradoks.net.pl"Cienie Pojętnych" tom 4: "Hołd dla mroku"
Autor: Dominika "Elanor" Kurek
Redaktor: Motyl
Po słabszej "Krwi modliszki" w czwartej części cyklu "Cienie Pojętnych", noszącej tytuł "Hołd dla mroku", Adrian Tchaikovsky, powraca do pełni sił. Po polityczno-magicznym interludium, jakie stanowił poprzedni tom, jako główny temat wiodący książki znów pojawia się wojna, akcja ponownie rozchodzi się na wiele wątków, a ilość czasu poświęcona wszystkim ważniejszym bohaterom jest bardziej wyrównana.
Mimo wszystko trudno oprzeć się wrażeniu, że autor próbował wcisnąć w powieść niemal tyle samo akcji, co w "Klęskę ważki", najbardziej udaną część cyklu, jednocześnie mieszcząc ją w znacznie skromniejszej liczbie stron. Jest to manewr nie do końca udany, ponieważ finał, choć w najlepszej tradycji epickich cykli fantasy długi, dramatyczny i krwawy, z wieloma toczącymi się jednocześnie wydarzeniami, jest jednak zbyt pospieszny, a pewne decyzje bohaterów, z powodu niewystarczającego wyjaśnienia ich motywacji, wydają się nie do końca logiczne. Na szczęście problem ten ma znaczenie raczej marginalne i nie rzutuje na ogólną satysfakcję z lektury, ale mimo to szkoda, że niektórym wątkom nie poświęcono jednak trochę więcej uwagi.
część 2
W całym tomie, a w finale w szczególności, przyjdzie pożegnać się z nieoczekiwaną dotąd ilością bohaterów, nie tylko drugo- i trzecioplanowych, ale też takich, do których czytelnik zdołał się już przywiązać. Zaskakujący może być fakt, że "Hołd dla mroku" wraz ze swoim zakończeniem zamyka, czy w każdym razie doprowadza do dość satysfakcjonującego finału wiele rozpoczętych wątków. Nic w tym jednak dziwnego, gdy spojrzymy na dalsze plany pisarza. Choć nie jest to w żadnym wypadku koniec "Cieni Pojętnych" (kolejna część, "The Scarab Path" ma się ukazać jeszcze w tym roku), "Hołd dla mroku" stanowi zakończenie pierwszego "segmentu" cyklu. Według wypowiedzi autora we wstępnych planach znajdują się jeszcze dwa trzytomowe podobne podcykle, a akcja kolejnej części ma toczyć się po kilkuletniej przerwie.Jest to zatem dobre miejsce na kilka słów subiektywnego podsumowania tych czterech tomów. "Cienie Pojętnych" były dla mnie jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń czytelniczych ostatnich lat. To wyborna pozycja dla miłośników tradycyjnego, rozbudowanego fantasy. Interesujący świat ludzkich ras o owadzich totemach, powiązanej z nimi sztuki, nowej technologii i skrytej w przeszłości magii z jednej strony nie zostaje sprowadzony jedynie do roli sztafażu, ale z drugiej nie odbiera miejsca w centrum uwagi dobrze zarysowanym postaciom i konfliktom pomiędzy nimi. Chociaż zwolennicy literatury bardziej awangardowej mogą krzywić się na konwencjonalne założenia fabularne, dla mnie osobiście utwory Adriana Tchaikovsky'ego były kolejnym dowodem na to, że fantasy nie musi umierać ani przechodzić rewolucji, żeby i dziś zaoferować czytelnikowi coś, co go zaintryguje czy zachwyci. PS. Na swojej stronie, shadowsoftheapt, autor udostępnia kilkanaście opowiadań dziejących się w uniwersum "Cieni Pojętnych", a także wiele interesujących informacji o świecie.
część 1
www.gildia.plRecenzja książki "Hołd dla mroku"
Autor: Henryk Tur
27 grudnia 2010
W końcu nadchodzi ostatni tom sagi, która rozpoczęła się od „Imperium czerni i złota”, a z każdym kolejnym tomem była coraz bardziej wciągająca. Czy Tchaikovsky utrzymał poziom w finałowej części?
We „Krwi modliszki” działo się tyle, że można było oczekiwać rozpoczęcia następnego tomu od wyjaśnienia kilku kwestii, które nieco oczyściłyby obraz świata i uspokoiły kipiącą akcję. Jednak Tchaikovsky tego nie robi, wręcz przeciwnie – liczba wątków jeszcze bardziej rośnie, bohaterowie bynajmniej nie odpoczywają, zaś Imperium Os kroczy do przodu i ma coraz ambitniejsze plany. Tytuł tego tomu doskonale oddaje treść – naprawdę robi się mrocznie i ponuro, a najbardziej zaskakującym wydarzeniem, jakie uderza nas już na samym początku, jest odejście Tisamona. Tak, tak – zmagający się z upiorami przeszłości mistrz broni porzuca córkę oraz przyjaciół i odchodzi z Kolegium, znikając gdzieś na Nizinach. Acheros jest ledwie żywy, zaś Che nie jest mile widziana wśród jego pobratymców i spędza czas w świecie pełnym milczącej, pogardliwej wrogości. Tymczasem osy nie próżnują – karna ekspedycja dociera do Szaru, wioząc straszliwą broń, która ma zmrozić strachem wszystkich buntowników, na ulicach Myny trwają walki rebeliantów z Osowcami, zaś w Solarno ma objąć władzę nowy gubernator. W niepamięć uszedł świat, jaki poznaliśmy z pierwszego tomu – najeźdźcy nie mają skrupułów i biada tym, którzy staną im na drodze. Planowane jest uderzenie na Felyal, świętą krainę dla modliszowów, zaś Salma wraz ze swoją armią mają także własne, dość ambitne plany.
część 2
Jesteście ciekawi, gdzie znajduje się Szkatuła Cienia? Napiszę tylko, że trafiła w najmniej odpowiednie ręce i intryga, która ma dać władzę siostrze imperatora, jest już w fazie ostatecznej realizacji. Finał wielu spraw będzie równie zaskakujący, jak wydarzenia w całym tym tomie i w poprzednich. Tchaikovsky znów wciąga nas do stworzonego przez siebie świata, opowiada historie, których przebiegu nie możemy przewidzieć, a także nie oszczędza nikogo. Śmierć będzie w tym „mrocznym tomie” zbierać obfite żniwo i nie ominie także tych, których zdążyliśmy polubić. To nie radosna historyjka, gdzie możemy spodziewać się absolutnego happy endu, tylko kawał realistycznej – choć osadzonej fantastycznych realiach – powieści.Na stronicach „Hołdu dla mroku” dzieje się mnóstwo rzeczy. O ile akcja poprzedniego tomu skupiona była na dwóch miejscach, Jerez i Solarno, o tyle tu „przemierzamy” cały poznany dotąd świat oraz jedną nowa krainę – obcą dla mieszkańców Nizin, zamieszkaną przez ważki Wspólnotę. Po wydarzeniach prezentowanych w „Hołdzie dla mroku” świat nigdy już nie będzie taki sam, jednak akcja rozwinie się w dość niespodziewany sposób, bądźcie tego pewni.
Tchaikovsky jest dla mnie już nie mistrzem, a arcymistrzem fantastyki, zaś ta książka godnie wieńczy cała sagę. Ponownie nie byłem w stanie oderwać się od lektury, pochłaniając liczącą sobie niemal 470 stron księgę w dwa wieczory.
Czy kiedyś wrócimy do tego świata? Mam nadzieję, że tak się stanie. Tak nietypowej, zaskakującej i świetnie napisanej sagi jeszcze nie było. Jak do tej pory najbardziej oryginalnym cyklem w fantastyce była dla mnie „Helikonia” Briana W. Aldissa. Choć klimat tetralogii Tchaikovsky'ego jest całkiem inny, to jednak stawiam ją na równi z epopeją o odległej planecie. Wielkie brawa za ten tom, jak i za całą serię. „Cienie pojętnych” to rzecz, którą każdy miłośnik fantastyki ma obowiązek poznać.
część 1
www.obliczakultury.plEntomologicznych przygód ciąg dalszy - "Hołd dla mroku" Adrian Tchaikovsky
Recenzja dla portalu Oblicza Kultury.
niedziela, 6 lutego 2011
Autor: Moreni
Na początek apel do wszystkich, którzy chcieliby przeczytać nie tylko „Hołd dla mroku”, ale cykl w ogóle: dla własnego dobra nie czytajcie opisów na czwartej stronie okładki (przy okazji: pierwszą stronę okładki uważam za jedną z najładniejszych). Co prawda zazwyczaj nie zdradzają elementów kluczowych dla fabuły, ale ujawniają wiele smaczków, które urozmaicają lekturę i czynią ją mile zaskakującą. To tyle tytułem ostrzeżenia. Teraz przejdźmy do powieści.
Jak na czwarty tom cyklu przystało, „Hołd dla mroku” konturuje wątki z poprzedniej części. Wojna z Imperium trwa w najlepsze, armie opuściły swoje zimowe leża i kontynuują podboje, a wzdłuż granic powstają nowe punkty zapalne. Sami bohaterowie zaś nareszcie przestali się li tylko przemieszczać z punktu A do punktu B. Podejmują działania: niekiedy logiczne, choć desperackie, niekiedy całkiem nielogiczne, a czasem wręcz szalone. Najważniejsze jest jednak to, że tymi działaniami potrafią czytelnika nieźle zaskoczyć. I że wreszcie coś zaczyna się dziać.
część 2
Zaiste, pan Tchaikovsky postarał się tym razem, aby czytelnik co jakiś czas otwierał buzię w szczerym zdumieniu. Pierwszym do niego powodem jest fakt, że bohaterowie są dużo bardziej wyraziści, niż we wszystkich poprzednich tomach. Kiedy Tisamon, wiedziony obłąkańczą chęcią odpokutowania za swoje domniemane błędy, zaczyna się zachowywać wbrew własnej naturze, pisarz potrafi nam to ukazać w taki sposób, że możemy się wczuć w pokrętne ścieżki umysłu modliszkowca. Były major Thalryk odkrywa zaś przed nami swoją nieznaną do tej pory stronę, ukazując nam swoistą głębię swojej oficerskiej psychiki. Osobiście Thalryka uważam za najlepiej przedstawionego bohatera w „Hołdzie dla mroku”. Dlaczego? Przeczytajcie, a z pewnością się dowiecie.Drugim powodem jest wartka fabuła. Po nieco nudnawej „Krwi modliszki” (czyli poprzednim tomie), straciłam nadzieję na powrót autora do formy. A tutaj taka miła niespodzianka! Od lektury, zwłaszcza pod koniec, nie sposób się oderwać tym bardziej, że pisarz zadał kłam niektórym z zasad, jakimi kierował się wcześniej odnośnie bohaterów. Gwałtowność zadawania kłamu jak dla mnie jest jednak nieco zbyt duża, ale ze względu na wartką akcję, jestem skłonna to wybaczyć. Inna rzecz, że gdyby podział tekstu był bardziej równomierny, akcja byłaby jeszcze bardziej porywająca. No ale jeśli muszę nierzadko czekać 100 stron na zakończenie wątku, zawieszonego w najciekawszym momencie, to nie ma się co dziwić, że cierpi na tym dynamika.
część 3
Na osobną pochwałę zasługuje świat przedstawiony w powieści. Lubię krainy budowane z rozmachem, gdzie spod przecudnego w założeniu pejzażu nie wystają elementy kiepsko skleconej dekoracji. Pan Tchaikovsky ma do konstruowania świata smykałkę i to widać: mamy multum ras, a każda wypracowała sobie osobne zwyczaje, system władzy i mentalność. Każda prowadzi też własne knowania. Nie dorównują one co prawda tym serwowanym nam przez pana Martina, ale trudno oczekiwać, żeby polowe spiski agentur dorównywały subtelnością dworskim intrygom. Na tych, co spisków nie lubią, czeka duża porcja wzajemnego mordowania się, czy to masowo na polu bitwy, czy też bardziej indywidualnie, na arenach. I całkiem ładnie to wszystko jest opisane, moim skromnym zdaniem.Tłumaczowi zaś należy się pochwała za umiejętność uczenia się na własnych błędach. Nazwy poszczególnych ras są dużo zgrabniejsze niż poprzednio, zniknęły też wcześniejsze błędy w przekładzie.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma sensu polecanie czwartego tomu cyklu. Nie polecam więc czwartego tomu cyklu. Polecam szczerze cały cykl, którego czwarty tom jest chyba najlepszy: pozostawia czytelnika w niedosycie i z niecierpliwym oczekiwaniem na więcej.