Naprzeciw stereotypom

Z Adrianem Tchaikovskym rozmawia Tomasz Nowak
część 1
TN: Może i studia nie przekonały cię do tego, aby zostać zoologiem, lecz „Imperium Czerni i Złota” dowodzi, że wiedza o przyrodzie to nadal twoja pasja.
AT: Tak, jak najbardziej! Nie istnieje nic bardziej absorbującego, o tak różnorodnej strukturze, niż świat przyrody. Zawsze był on dla mnie niezwykle inspirujący.
TN: W powieści fantasy wszystko jest możliwe – wielkie inteligentne żuki, pracowite i wojownicze pszczoły, agresywne osy. Skąd zatem pomysł, by ich cechy antropoformizować?
AT: Rozważałem możliwość wprowadzenia ras i bohaterów w postaci owadów istniejących naprawdę. Inną opcją było stworzenie istot stanowiących połączenie ludzi i insektów. Ostatecznie jednak stwierdziłem, że takie ujęcie mogłoby wydać się wielu czytelnikom zbyt udziwnione. Nie byłoby dla mnie problemem wykreowanie całej społeczności złożonej wyłącznie z żuków, ale jestem świadomy, że nie wszyscy podzielają moją fascynację robaczkami. Nie chciałem, aby jakaś grupa czytelników poczuła się odrzucona z tego względu. To był gest w ich stronę.
TN: Zaczynasz od osowców, mrówkowców, modliszowców, żukowców, pająkowców, ale często wspominasz także o wielu innych „nienazwanych rasach”. Czy to znaczny, że w miarę rozwoju akcji można spodziewać się jeszcze większego zróżnicowania gatunków?
część 2
AT: Zdecydowanie tak! Kilka nowych, znaczących pojawia się już w drugim tomie serii. Chyba najważniejszym są moskitowce, wampirowate, żywiące się krwią. Świat owadopodobnych jest nadzwyczaj zróżnicowany i w „Imperium Czerni i Złota” poznajesz zaledwie jego niewielki ułamek. Tak naprawdę, nawet gdyby każdy kolejny tom poszerzał znacząco paletę bohaterów, to przy końcu serii i tak ogromna cześć tego świata nadal pozostawałaby nietknięta. W końcu istnieje sześć milionów różnych gatunków owadów…
TN: „Imperium Czerni i Złota” to powieść wielopłaszczyznowa. Wiele w niej polityki, socjologii, ideologii. Z kim powinniśmy utożsamiać poszczególnych bohaterów, rasy? Kim są, na przykład, osowce? Do którego z obecnych systemów politycznych porównałbyś ich imperializm? A może to przestroga-przypomnienie, skierowane w przeszłość bądź w przyszłość?
AT: Och, cóż odpowiedź na to pytanie może wydać się nieco zawiła. Osowce to żołnierze pod władzą Aleksandra Wielkiego, to Rzym pod rządami Cezarów. To kraj Karolingów i Napoleona, brytyjskie imperium i naziści. Osowce personifikują każdą kulturę, która stawia się ponad resztą świata i stwierdza, że jej powołaniem jest wchłonięcie wszystkich innych oraz przetworzenie ich na własny obraz i podobieństwo. To nie tyle ostrzeżenie pochodzące z przeszłości, ile wywodzące się z głębi ludzkiej natury. Ostatecznie to właśnie tyrani i dyktatorzy wyznaczają kamienie milowe naszych dziejów.
część 3
TN: Zwracasz szczególną uwagę na podkreślanie przez osowców kwestii „wyższości rasy”. Czy uważasz, że w multikulturowym świecie współczesnego Zachodu to wciąż problem istotny?
AT: Postrzegam rasizm jako problem wbudowany głęboko w ludzki umysł. U zarania cywilizacji człowiek żył w małych plemionach, walczących ze swymi sąsiadami o rozmaite zasoby. Jednocześnie wiedział bardzo niewiele o otaczającym go świecie. Utrzymanie poczucia jedności plemienia wymagało patrzenia na sąsiadów jak na ludzi gorszych od siebie. Teraz tworzymy społeczność światową, ale problemy i uprzedzenia są w niej wciąż obecne. Na szczęście każdy, kto zechce, może również wznieść się ponad taki pierwotny sposób myślenia.
TN: Z drugiej strony, kim są mieszkańcy Nizin? Realizują przecież szczytne idee: humanitaryzm, demokrację, szkolnictwo dla ubogich, a więc ich społeczność charakteryzuje wszystko, co uważa się za standard współczesnej cywilizacji, a jednak pozostają niewrażliwi, wręcz ślepi na znaki czasów.
część 4
AT: Mimo iż mówisz o Nizinach, to jednak kwestia ta odnosi się głównie do samego Kolegium. To ono stanowi humanistyczną demokrację, oferuje system wsparcia społecznego i mnóstwo innych dobrych rzeczy. Masz natomiast rację, twierdząc, że są zaślepieni. Wierzą, że ich społeczność stanowi szczytowe osiągnięcie cywilizacji owadopodobnych, a Niziny są jedynym obszarem godnym ich uwagi wyłącznie z tego względu, że tu właśnie znajduje się Kolegium. Ich obraz, opinia o osach opiera się na wspomnieniach sięgających kilku pokoleń wstecz, kiedy Imperium było zaledwie zbieraniną górskich plemion zwalczających się wzajemnie. Jeśli chodzi o pozostałą część Nizin, to Helleron jest ostoją chciwości i egoizmu, miasta-państwa mrówek pozostają nieustannie w stanie wzajemnej wojny, a stare przesiąknięte mistycyzmem rasy znalazły się w odwrocie, wycofują się ku górom i lasom wskutek przegranej rewolucji, dokonanej przez ich niewolników. Nie, mieszkańcy Nizin nie są doskonali po żadnym względem.
TN: Opisy debat bądź życia codziennego w Kolegium przypominają mi starożytną Grecję albo Rzym – mocarstwa pewne swej potęgi, ale rozdzierane partykularnymi interesami obywateli. Czy to słuszne skojarzenie, czy też próbujesz zwrócić naszą uwagę na co innego: „Spójrzcie na siebie – wy, ludzie Zachodu, mieszkańcy Unii Europejskiej”? Czy to jakby okrzyk: „Jesteście w niebezpieczeństwie! Trzeba coś z tym zrobić! Cokolwiek!”?
część 5
AT: Aktualnie demokracja w Zjednoczonym Królestwie ulega rozmyciu. A to z powodu ministerialnych planów dotyczących wydatków, które trafiają do kosza jeden po drugim. Natomiast Kolegium cierpi na dolegliwość charakterystyczną dla wszystkich demokracji: o ile chodzi o oto, by władza spoczęła w rękach jakiejś wybranej grupy, zespołu ludzi, o tyle każdy, kto startuje w wyborach chce osiągnąć przy tym jakieś własne egoistyczne cele. Nie twierdzę, że istnieje potrzeba poszukiwania bardziej przejrzystej drogi załatwiania wszelkich spraw niż demokracja, ale, powtórzę to, w ludzkiej naturze zawsze będzie tkwić tendencja do wykorzystywania istniejącego systemu na swoją korzyść.
TN: Obserwujemy świat trylogii „Cienie Pojętnych” głównie oczami żukowców. Są po temu jakieś szczególne powody?
AT: To tylko dlatego, że opowieść zaczyna się od żuka, Stenwolda Makera. Wraz z jej postępem dowiadujemy się coraz więcej o tym, w jaki sposób widzą świat inne rasy – mrówki, modliszki, pająki, a nawet osy. W końcu także i one, mimo roli wroga pełnionej w wojnie Stenwolda, nadal pozostają ludźmi.
część 6
TN: W „Imperium Czerni i Złota” dobitnie zaznacza swą obecność także druga dziedzina twoich zainteresowań – psychologia. Z wielką uwagą, bardzo skrupulatnie, przyglądasz się swoim bohaterom. Żaden z nich nie jest prostakiem pozbawionym dylematów czy skrupułów. To taki „wzorzec” na tworzenie ciekawych postaci czy też twoja obserwacja wzięta z życia?
AT: Jeśli mam być szczery, to tworzenie postaci prostych, których naturę można podsumować jednym słowem, jest bardzo łatwe. Literatura fantasy jest podatna na tego rodzaju szafowanie stereotypami. Tym bardziej chciałem od nich uciec. Przyjęty przeze mnie model nadawania poszczególnym postaciom cech wieloznacznych zdobywa obecnie wielu zwolenników wśród pisarzy fantasy. Tak naprawdę dawni wyłącznie dobrzy bohaterowie i wyłącznie źli nikczemnicy nigdy nie byli dla mnie interesujący.
TN: Tak, ale ów nieustanny konflikt wewnętrzny, konieczność dokonywania wyborów, wydaje się dominować w aspekcie psychologicznym. Nieustanne wybory to samo życie, z tym, że twoi bohaterowie wybierają prawie non stop między wartościami wielkimi, skrajnościami. Podejmują decyzje o życiu bądź śmierci. Uważasz, że w naszej egzystencji za mało jest takiego dramatyzmu, czy że po prostu nie doceniamy wagi naszych małych wyborów dokonywanych codziennie?
część 7
AT: Fantasy to eskapizm. Większość ludzi we współczesnym świecie, przynajmniej w Europie i Ameryce, prowadzi względzie spokojny, bezpieczny żywot. Jednym z powodów, dla których tak bardzo lubimy literaturę piękną – niezależnie czy jest to fantasy, scence fiction, kryminał, dreszczowiec czy cokolwiek innego – jest fakt, że dzięki jej bohaterom możemy uczynić nasze życie bardziej szalonym. Nasze małe konflikty i dylematy mogą znajdować oddźwięk w wielkich powieściowych wyborach ich bohaterów. Ale oczywiście można przejść prze nie także, rozumiejąc je całkowicie opacznie.
TN: Dotykasz też kwestii religii. Z twojej wizji wyłania się pewien obraz mistycyzmu pozbawionego bogów oraz szarlatanów występujących w ich imieniu. Mówisz o duchu tkwiącym wewnątrz istoty. Czy tak postrzegasz te sprawy? To twój prywatny pogląd?
AT: To nie tyle kwestia moich prywatnych wierzeń, ile rola, jaką w literaturze fantasy pełnią zwykle bogowie i kapłani. Używa się ich jako klamry spinającej praprzyczyny wszystkiego. Za złem całego świata stoją prawie zawsze źli bogowie i ich źli kapłani. Chciałem uwolnić się od tego schematu i popróbować świata, w którym model religijności oparty będzie na pewnego rodzaju wierze animistycznej, podtrzymywanej przez ludzi takich jak ćmowcy. Przy tym nawet oni nie wchodzą w nią na tyle głęboko, aby „czcić” cokolwiek konkretnego. Istnieje jednak coś więcej. Coś, z czym Che łączy się pod koniec książki. To pewien zestaw „platonicznych idei”, po jednej dla każdego gatunku, skąd każdy z nich czerpie swe moce. Oczywiście czy istnieją one jako rzeczywiste byty, czy też są tylko koncepcjami filozoficznymi, to już zupełnie inna sprawa.
część 8
TN: Czy trylogia „Cienie Pojętnych” (ostatni tom ukazał się w Wielkiej Brytanii w sierpniu br.) jest projektem zamkniętym? Wszystkie trzy tomy ukazały się w ciągu jednego roku. To oznacza, że tak od początku zakładał twój plan? Jak wyglądała praca nad tą serią?
AT: Poprzednio, gdy próbowałem opublikować książkę, napisałem ją i wówczas usiłowałem zainteresować nią wydawcę. Następnie, kiedy nikt nie zwrócił uwagi na moje dokonania, stwierdziłem, że muszę napisać coś zupełnie innego. Pomysł „Cieni Pojętnych” zrodził się i dojrzewał bardzo szybko i już od początku widziałem, że przerodzi się w trzy albo cztery tomy. Wiedziałem też, że jeśli napiszę pierwszy, a on nie spotka się z dużym zainteresowaniem, nigdy nie skończę serii. Postanowiłem zatem przeć naprzód i nie poddawać się, dopóki cały pierwszy cykl nie zostanie zamknięty. Jak się okazało, był to naprawdę dobry pomysł, ponieważ wydawnictwo Macmillan przyjęło serię właśnie dlatego, że miałem wszystkie książki już gotowe.
TN: Na stronie internetowej nieustannie rozszerzasz świat „Cieni” w kolejnych opowiadaniach. Czy to znaczy, że można spodziewać się kolejnych powieści z tego uniwersum, np. osadzonych w innych czasach?
AT: Tak, w innych czasach, byłoby to możliwe. Niemniej raczej tak się nie stanie. Chętniej podróżuję po tym świecie w przestrzeni – coraz dalej i dalej. Jak dotąd napisałem siedem książek, zawierających fabularną intrygę na tyle solidną, że starczy jej jeszcze na trzy kolejne. Mam też kilka dalszych pomysłów.
część 9
TN: Porównuje się ciebie do innych uznanych już także autorów młodego pokolenia: Patricka Rothfussa, Scotta Lyncha, Joe Abercombiego bądź Brandona Sandersona. Do związku z którym z nich „przyznałbyś” się najchętniej?
AT: To szalenie nobilitujące dla pisarza znaleźć się w tak zacnym towarzystwie. Chciałbym tylko podkreślić, że w tym, co robię, jestem w pełni samodzielny. Myślę, że pisarze, którzy wywarli na mnie rzeczywisty wpływ, to twórcy z wcześniejszych pokoleń autorów fantastyki. Niektórych spośród nich chciałbym naśladować, innym – przeciwstawić się. Jednakże wszyscy, których wymieniłeś, podobnie jak ja, tworzą swojego rodzaju ferment w gatunku fantasy. Unowocześniają sposób, jaki traktuje się tę literaturę, a przede wszystkim jej bohaterów. Te wszystkie „odcienie szarości”, o których mówiliśmy wcześniej, są doskonale widoczne w ich twórczości, na przykład u Abercrombiego albo Lyncha.
TN: Twój dziadek był Polakim. Interesujesz się jego ojczyzną? Byłeś tam kiedyś?
AT: Z pewnym zakłopotaniem muszę przyznać, że nie, nigdy nie byłem. Mój przyjazd w listopadzie będzie pierwszym. Za to mój ojciec regularnie odwiedza Polskę i podtrzymuje kontakty z mieszkającą tam rodziną. Polska interesowała mnie zawsze, szczególnie jej burzliwa historia, z której niektóre wątki zaczerpnąłem do „Cieni Pojętnych”.
część 10
TN: Wielu Polaków przyjechało w ostatnich latach do Wielkiej Brytanii. Czy to nie trochę tak, jakby Polska „przyjechała” do ciebie?
AT: Niezwykle ciekawe jest przyglądanie się, jak Wielka Brytania dostosowuje się do tej nowej sytuacji. Aktualnie każdy supermarket ma dział polski. Spotkania z Polakami praktycznie w każdej dziedzinie życia, na każdym kroku, stały się powszechne. Na przykład moja żona, która naucza śpiewu, ma także uczniów z Polski.
TN: Jesteś nominowany z wydawnictwa Tor do David Gemmell Legend Award. Na liście nominacji znajduje się również jeden Polak - Andrzej Sapkowski i jego „Krew elfów”. Znasz tę książkę?
AT: Sapkowski jest najważniejszym polskim autorem, któremu udało się oczarować wyobraźnię Brytyjczyków. I, jak widać, radzi sobie tutaj znakomicie. Bardzo się cieszę, widząc autorów z innych krajów pojawiających się w Wielkiej Brytanii. Uważam, że tutejsi czytelnicy są wciąż bardzo zachowawczy, zdystansowani do literatury obcej.
TN: Zatem trzy tomy „Cieni Pojętnych” wydane, kolejne w szufladzie. Czego teraz mogą oczekiwać twoi czytelnicy? Jaki będzie kolejny krok?
AT: W zakończeniu tomu trzeciego, „Krew Modliszki”, akcja ulega zawieszeniu, a więc czytelnik domyśla się i spodziewa nadejścia ciągu dalszego. Tom czwarty, „Salute the Dark”, ukaże się w Wielkiej Brytanii w lutym.
TN: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Polsce.